Wpisy z tagiem: kornel morawiecki
piątek, 19 sierpnia 2011
Jak wiecie, blog nie pisze o partiach skrajnych typu NOP czy Racja. Ja nie mam też zamiaru pisać o działaniach Konfederacji Godność i Praworządność. To kolejny twór skupiony wokół Adama Słomki, dzięki któremu spędziłem swego czasu cały dzień na dojazd i przesłuchanie na komendzie w Wawrze. Oczywiście w sprawie fałszowania podpisów przed wyborami w 2005 r. Zerknąłem na kartkę, którą trzymał policjant, i oprócz (nie)mojego były zrobione jedną ręką podpisy wszystkich uczniów mojej klasy z dawnego liceum (!). Żeby chociaż jakoś zabawnie je fałszował, np. tak jak przed ostatnimi wyborami na Białorusi zrobił niedoszły kandydat Uładzimier Prawalski (zebrał – zdaje się – 600 podpisów, po czym skserował je kilkaset razy)… Oczywiście osobną sprawą jest pytanie, czy naprawdę trzeba przesłuchać wszystkich widniejących na listach. Śledztwo trwa sześć lat, przesłuchano 70 tys. osób, w kolejce czeka 130 tys. Już wiedzą, że fałszerstwa szły na skalę przemysłową, zróbmy proces i cześć! Poza tym prokuratura wciąż podejrzewa Słomkę o drobne oszustwa. A na dokładkę prasa pisała o jego biznesie w postaci montowania pornosów. To pierwszy i ostatni raz, kiedy piszę o KGP (swoją drogą to dziwne, że wybrał sobie nazwę o skrócie tożsamym z komendą główną policji, sądziłem, że jako ofiara systemu będzie miał na nią alergię :). I będę starał się do tego samego przekonać gospodarza. *** Poza Those-We-Don’t-Speak-Of (pamiętacie „Osadę” Shyamalana?) w czwartek i piątek PKW przyjęła też zawiadomienia od masy pojedynczych przyszłych senatorów (ze znanych postaci m.in. Andrzej Celiński, Longin Komołowski, Tadeusz Ferenc, Jacek Janiszewski). Poza nimi do Senatu własnych kandydatów chce wystawić Przymierze dla Polski Gabriela Janowskiego. Jest też komitet Wolni i Solidarni Kornela Morawieckiego, choć nie udało mi się ustalić, czy nie jest to czasem szyld jednej osoby. Ktoś się orientuje? Osobiście najbardziej cieszę się z ambicji Ojcowizny, która chce wystawić listy i do Sejmu, i do Senatu. Choć rozum mówi „chyba się nie uda”, serce krzyczy „tak!”. Ojcowizną bowiem kieruje Roman Bartoszcze, który podczas pierwszych powszechnych wyborów prezydenckich w historii Polski kandydował z ramienia PSL. Gdybym jako ówczesny sześciolatek mógł głosować, głosowałbym właśnie na niego, bo miał najfajniejszą muzyczkę w klipie (niestety, nie ma go na YouTube, jeśli ktoś go znajdzie, obiecuję mu fetowanie w każdej notce do powrotu właściciela z wywczasu). Potem zniknął z głównego nurtu polityki, w ostatnich prezydenckich działał trochę przy kampanii Marka Jurka. Nowym nabytkiem pochwalili się dziś Obywatele do Senatu. Media z powołaniem na PAP informowały, że inicjatywa Rafała Dutkiewicza et consortes ma już 45 kandydatów, a z 15 innymi trwają rozmowy. Tymczasem w Warszawie pod ich szyldem ma wystartować Anna Kalata. Pytanie, czy jej CV z ministrowaniem z ramienia Samoobrony, cudowną przemianą w Indiach i występem w „Tańcu z gwiazdami” nie będzie dla samorządowo-profesorsko-dobrogospodarzowego OdS raczej wizerunkowym obciążeniem niż plusem. Jak sądzicie? Do ciekawego starcia ma dojść w Gdyni, gdzie Leszek Miller (jedynka SLD) zmierzy się z Robertem Biedroniem (jedynka Palikota). Stara i nowa lewica. Beton i kawior. Eks-PZPR i… i nowa lewica :). Z jednej strony to dobra decyzja Janusza Palikota, bo przybywa mu na listach kolejne znane ze zdecydowanie lewicowych światopoglądowo poglądów nazwisko. Z drugiej strony pytanie, czy rozpoznawalność przełoży się na poparcie. Chyba zasadne, w wyborach 2005 r. zdobył w liberalnej Warszawie (z list SLD) raptem 1,6 tys. głosów. Problemy z zebraniem podpisów deklaruje natomiast Kongres Nowej Prawicy. Jak dla mnie dość niespodziewane; korwinowcy to w końcu jedno z planktonowych supermocarstw. Ale są wakacje, ludzie na urlopach, studenci poza dużymi miastami. Aktywność polityczna siłą rzeczy słaba. Być może Janusz Korwin-Mikke nieco pospieszył się ze swoim tournée po Pomorzu (świetny ruch swoją drogą!). Gdyby rozpoczynał je teraz, mógłby przy okazji zebrać trochę podpisów. Skoro KNP ma problemy, to znaczy że reszta partii tym bardziej. Jak idzie PPP czy Samoobronie, drodzy komentatorzy? *** Na koniec chciałem odnieść się do komentarza ~notozobaczymy. Dziękuję za konstruktywne uwagi. Oczywiście są prawdziwe, choć według mnie raczej uzupełniają mój wpis o europlanktonie niż go obalają. To prawda, za bardzo uprościłem kwestię czeskiego TOP 09. Rzeczywiście, początek historii ugrupowania to rozłam szefa MON Miroslava Kalouska dokonany w chadeckiej KDU-ČSL. Ale – i to podtrzymuję – na szczyty poniosła TOP 09 prezesura Schwarzenberga, który przyprowadził ze sobą sporo działaczy z ODS. Co do Holandii – żaden plankton się nie przebił, ale tam może nie ma to wielkiego sensu, skoro w parlamencie jest już 10 partii. Z jednej strony ci, co chcą, raczej wchodzą z progiem 0,67 proc. (przy takim progu w ostatnich wyborach do naszego Sejmu weszłaby Samoobrona, LPR i PPP). Z drugiej tak niski próg motywuje do działania potencjalnych rozłamowców w dużych partiach lub autorów nowych pomysłów. Tymczasem w ostatnich wyborach nic takiego nie nastąpiło. W kwestii Bułgarii – to zależy jak definiować plankton. Ja go definiuję jako partie, które w ostatnich wyborach do parlamentu krajowego nie zdobyły mandatów z list samodzielnych lub takich, w których stanowią trzon. Gdyby brać pod uwagę wszystkie izby wybieralne i posłów, którzy przeszli z partii do partii w trakcie kadencji albo dostali się z list innego ugrupowania, to nie moglibyśmy tu pisać o Polskiej Partii Pracy, Polska Jest Najważniejszy czy SdPl, skoro pierwsza ma swoich radnych, druga powstała z rozłamu w partii nieplanktonowej, a trzecia weszła do Sejmu w ramach LiD. Ot, kwestia definicji :). GERB wygrał wcześniej wybory do europarlamentu, i to dwa razy: w 2007 i 2009 r. (o tym, że powstał trzy lata przed głosowaniem do parlamentu krajowego, napisałem). Ale jeśli weźmiemy pod uwagę oba parlamenty, to tylko przesunie ich sukces do tyłu. Tak czy inaczej – Bojko Borisow udowodnił, że da się wygrać głosowanie powszechne z pozycji pozaparlamentarnych. Zostań FANEM NA FACEBOOKU Wróć na STRONĘ GŁÓWNĄ bloga Można komentować bez logowania. Plankton nie zna ograniczeń.
poniedziałek, 05 lipca 2010
Dzień po wyborach. Cała Polska obudziła się z nowym-starym prezydentem. Komorowski w tych wyborach stracił skrót w.o. przed swoim oficjalnym tytułem. Ale nie będziemy o nim pisać, podlizywać się mu, czy wyzywać go od ruskich agentów. Zaczynamy pierwszy z trzech wpisów podsumowujących kampanię. Dziś prawica.
Il. John Avon Samotnie walczył jeszcze Marek Jurek i jego Prawica Rzeczypospolitej. Na darmo - wynik Marka Jurka jest porażką. Powinien zdobyć przynajmniej dwa razy więcej. Jednak nie ma koniunktury na chrześcijańską prawicę poza PiS. Porażka stawia również pod znakiem zapytania ideę powstania komitetu Wspólnoty Samorządowej Prawicy. Jedyny, który może siebie uznać za zwycięzcę w tych wyborach to Janusz Korwin-Mikke. Osiągnął znakomity wynik, który może skonsumować w następnych wyborach. Media już są mu bardziej przychylne. Ma kapitał zaufania i trochę ludzi. Jeżeli jego partia się nie rozpadnie, to może być dobrze. Musi się jednak bardzo postarać. Konsekwencją wyborów może być pojawienie się nowego bytu na prawicy - ugrupowania będącego połączeniem KPN-u Słomki oraz Solidarności Walczącej. Nie wróżę "Razem" sukcesu, ale mam planktonową nadzieję, że się pomylę. Fenomenem było to, że skrajna prawica nie wystawiła żadnego kandydata. Znaczy się byli, ale nie zebrali 100 000 podpisów. Wszystkie próby zjednoczenia spaliły na panewce. Na koniec konkluzje: PiS jest jeszcze silniejszy i jeszcze bardziej zwasalizował prawą stronę sceny politycznej. Jedyna nadzieja w Wolności i Praworządności. Zobaczymy.
Tagi:
janusz korwin-mikke
kornel morawiecki
marek jurek
prawica rzeczypospolitej
wybory prezydenckie
09:04, planktonpolityczny ,
Wybory prezydenckie
Link Komentarze (13) »
wtorek, 22 czerwca 2010
Wynik planktonu smutno zaskakuje. Nasi kandydaci - oprócz Janusza Korwin-Mikkego - uzyskali znacznie mniej, niż się po nich spodziewano. Mniej niż 2 proc. to katastrofa i nie ma co się pocieszać, że przecież WP wypadł równie źle. Miał lepszy wynik niż Jarosław Kalinowski w 2005 roku. PSL jakoś po tamtych wyborach nie straciło pozycji. Nie mam zamiaru powtarzać znanych frazesów: brak ludzi, struktur, pieniędzy, nieprzychylność mediów (a muszą być przychylne?) i ogólnie nierówność wobec grubej czwórki. To prawda, ale czy dyskusjami na blogu można to zmienić? Raczej nie. Dlatego zwrócę uwagę na jedną, czysto teoretyczną, rzecz, której nauczyłem się na ostatni egzamin w SGH: przewagę konkurenycjną. Na rynku wygrywa zawsze produkt, który oferuje jakąś unikalną wartość albo kilka wartości. Podobnie jest w relacjach damsko-męskich. W tych wyborach prezydenckich, żaden z tej piątki planktonowych kandydató, nie pokazał w żaden sposób, że a) jest lepszy od innych, b) ma coś do zaoferowanie, czego nie mają inni, c) ma jakąś spójną wizję rządzenia. Nic ich nie czyniło lepszych od kandydatów grubej czwórki. Zacznijmy od końca: Kornel Morawiecki. Jedyne, co zapamiętałem z jego kampanii to, to że "tak dalej być nie może" i "trzeba skończyć z okrągłym stołem". Nie udało się w latach 90' to miało 20 lat później? Bogusław Ziętek - miał kilka ciekawych pomysłów: umowy o pracę, bloki itp. Jednak takie rzeczy nie wzruszają wyborców, bo są zbyt szczegółowe i nie kojarzą się z działalnością prezydenta. Pomysł na kampanię dobry, ale na wybory parlamentarne. Poza tym bardziej lewicowy w tych wyborach wydawał się być GN - choćby sprawy socjalne i światopoglądowe. Marek Jurek - od razu ustawił się na twardą prawicę, co mu ograniczyło elektorat. Postawił najbardziej na sprawy wiary. W co drugiej wypowiedzi: "Chrześcijaństwo". Ale ile elektoratu w Polsce jest na to wrażliwe? Może z 10-15 proc. z czego większość to dusze O. Tadeusza Rydzyka. "Przewaga konkurencyjna" była, ale nie do wykorzystania. To jakby stworzyć konkurencje Coca-Coli w wersji premium. Andrzej Lepper - był typowym "Generic Politician". Nie przedstawił żadnych nowych, ciekawych, nowatorskich poglądów przez to upodobnił się do innych kandydatów i zlał z kampanijnym tłem. Jakby go nie było, to nikt by tego nie zauważył. Andrzej Olechowski - moja wielka nadzieja obok Marka Jurka. Liczyłem, że ich wyniki będą odskocznią do sukcesów ich partii. Wyszły z tego nici. Olechowski pokazywał, że "jest" i że może być prezydentem. Jakby to miało wszystko załatwić i przekonać ludzi. Tak na prawdę nie było widać, żeby różnił się czymkolwiek od Komorowskiego.
poniedziałek, 21 czerwca 2010
Ten wpis miał się pojawić w czwartek lub piątek - oczywiście z innym tytułem. Niestety, jak już wiecie, nie było mu to dane. Nie chciałem kusić się o przewidywanie wyników, bo prawie na pewno bym nie zgadł, a same spekulacje coraz mniej mnie bawią. Zwłaszcza, że skończyło się, tak jak skończyło. I żadne irracjonalne oskarżenia Korwinowców o fałszerstwa tego nie zmienią. Wpis miał dotyczyć tego, jakie poparcie uzyskane przez poszczególnych kandydatów uznałbym za sukces. Więc teraz to napiszę i od razu zweryfikujemy. Zaczniemy od najambitniejszego. 1. Andrzej Olechowski - sukcesem byłoby kilkanaście procent. Na tyle liczył on i Stronnictwo Demokratyczne. Dzięki takiemu wynikowi mógłby wprowadzić to środowisko do samorządów i może i Sejmu. A tak jest najgorsza porażka, w tych wyborach. Wykonał planw 10 proc... Dlaczego tak się stało? Z trzech głównych powodów: Olechowski przespał 10 lat i już nikt o nim nie pamięteł, uległ złudzeniu, że wepchnie się między GN i BK oraz chyba najważniejszy powód: jego kampania nie miała sensu. Żadnej myśli przewodniej, wielkich wydarzeń, symboli. Nic. Nie pomógł mu też rewelacyjny Napieralski, który odebrał mu te 4-5 proc. 2. Andrzej Lepper sukces - 5 proc. Lider Samoobrony ma chrapkę, żeby wrócić do polityki. Niestety nie chce się pogodzić, że jego czas się skończył. Start miał być rozgrzewką przed wyborami samorządowymi, a wyszła zadyszka. Lepper nie ma struktur, ludzi, ani pieniędzy. Sam się żalił, że chciał wydać 200 tys. na kampanię (kilka proc. dopószczalnej kwoty), ale nawet połowy tego ponoć nie miał. Wynik wyszedł więc trzy razy mniejszy i Samoobrona już nie wróci. 3. Marek Jurek - sukces - ponad 2 proc. Dlaczego tyle? Bo to by oznaczało, że buduje stały elektorat i coś z tej Prawicy Rzeczypospolitej by wyszło. Utrzymał poparcie z eurowyborów. Niestety wynik dwa razy gorszy. Wyborcy woleli JK. Jurek miałe ten sam problem, co Olechowski - nie miał pomysłu na kampanię. Chociaż było parę przebłysków - komitet społeczny, Dorn. Za późno trochę skupił się na lewicy. Może coś by z tego wyszło... 4. Janusz Korwin-Mikke - sukces - powyżej 1 proc. W każdych kolejnych wyborach partie JKM-a dostawały coraz mniej głosów. Ostatnio - 1,1 proc. Sukcesem byłoby powstrzymanie tej tendencji, co się na szczęście udało. JKM jako jedyny z planktonowych kandydatów nie przegrał tych wyborów. Wynik - 2,5 proc., 4 miejsce, to relatywnie "coś". Głosowało na niego prawie 400 tys. osób. Co będzie teraz zobaczymy. Od razu hamuje wszystkie hurraoptymistyczne zapowiedzi WiP-owców. Trudno wynik prezydencki przekuć na samorządowy i parlamentarny, bo kto w ich partii jest jeszcze znany, czy choć rozpoznawalny? 5. Bogusław Ziętek - sukces - dobić do 1 proc. Polskiej Partii Pracy nie udało się nigdy zdobyć więcej niż 0,99 proc. poparcia. Mogłaby w tych wyborach przekorczyć Rubikon. Nie udało się, a wynik bardzo fatalny. Dobra wiadomość ze Śląska i te 20 proc. oddane na Zbigniewa Zdónka. 6. Kornel Morawiecki - sukces - zebrać 100 000 głosów. Morawiecki miał najgorszy punkt wyjścia - praktycznie bez wsparcia. Polityk z niego też jest nijaki. Ni to prawicowiec, ni to lewicowiec. Można być porządnym człowiekiem, ale niekoniecznie skutecznym. Wynik poniżej oczekiwań...
Tagi:
andrzej olechowski
bogusław ziętek
janusz korwin-mikke
kornel morawiecki
marek jurek
wybory prezydenckie
21:05, planktonpolityczny ,
Wybory prezydenckie
Link Komentarze (11) »
środa, 09 czerwca 2010
Czego nie potrafiły zrobić telewizję, zrobili studenci. Zorganizowali debatę 8 z 10 kandydatów. Na ich inicjatywę wypieli się: JK i GN. Reszta zjawiła się karnie i wystąpiła przed studentami, którzy odwalili kawał dobrej roboty.
Trochę gorzej poszło: Januszowi Korwin-Mikkemu - był jakiś spięty i na początku brak było jego słynnego ''pazura'', Kornel Morawiecki - kiepsko się prezentował i mówił Teraz rozdaje plusy:+ Za błyskawiczne i celny atak na Pawlaka za podpisanie umowy gazowej z Rosją + Rzetelne podejście do wychowania seksualnego + Za często uśmiechanie się + Mądre słowa o przemocy w rodzinie: "Żeby to już nie było tabu" + Za mobilizację uczestników, choć czasem przeszkadzali + Za odważne zdanie: "Szkoły muszą ban-krut-ować" + Riposta: "Nie miałem edukacji seksualnej, a mam 6-cioro dzieci" + Za odwagę powiedzenia studentom, że wśród nich są lepsi i gorsi. + Ciętą ripostę na wypowiedź Komorowskiego: "Z całym szacunkiem dla pana Komorowskiego chciałbym, aby nowy prezydent nie tylko nic nie zepsuł, ale i coś zrobił." + Dowcipne wstawki + Za ostatnie słowa o pozytywnym głosowaniu! + Rzetelne podejście do in-vitro Kolegialnie + Wszyscy kandydaci za kulturalną debatę i nieprzekraczanie czasu wypowiedzi + Ziętek i Korwin-Mikke za podgrzewanie atmosfery - utarczki, ale kulturalne i Minusy- Wtrącanie się innym w zdanie - Wprowadzenie trochę chaosu w debatę Kolegialnie - Kornel Morawiecki, Andrzej Lepper i Andrzej Olechowski za beznadziejne krawaty
Tagi:
andrzej olechowski
bogusław ziętek
janusz korwin-mikke
kornel morawiecki
marek jurek
wybory prezydenckie
21:49, planktonpolityczny ,
Wybory prezydenckie
Link Komentarze (20) » |
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Mapa sceny politycznej
O blogu
Strony Partii
Zaprzyjaźnione strony
Tagi
Tweet
|