Menu

PLANKTON POLITYCZNY

Unia Europejskich Demokratów

planktonpolityczny

CxEa7KLWIAA6pTPDziś odbył się kongres zjednoczeniowy Partii Demokratycznej oraz 4 dawnych posłów z PO. Nowa partia ma nazywać się Unia Europejskich Demokratów, liderem ma być dotychczasowa szefowa Demokratów - Elżbieta Bińczycka. Do Zarządu ma wejść Stefan Niesiołowski. Szefem Rady Politycznej ma być Janusz Onyszkiewicz, a szefem koła w Sejmie Jacek Protasiewicz. Partia będzie miała jednego radnego wojewódzkiego - w lubuskim oraz dwoje radnych miejskich - w Mysłowicach i Krynicy-Zdroju.

Co do zasobów partii to PD posiada kilkuset członków - około 100 nawet aktywnych. Europejscy Demokraci mają ponoć za sobą 100 członków, zapewne byłych działaczy PO z Dolnego Śląska. Nowa partia ma ponadto opierać się klubach dyskusyjnych im. Tadeusza Mazowieckiego tworzonych razem z KOD-em. Stronnictwo Demokratyczne ma współpracować z partią, choć pozostanie samodzielne. Paweł Piskorski chyba już nie chce się dzielić partyjną kasą. A jak jesteśmy przy niej, ponoć PD ma jeszcze zachomikowaną kasę z dotacji za 2007 rok. Choć trochę w to wątpię. Frekwencję na klubach ma zapewnić Stefan Niesiołowski, a merytoryczną część (program gospodarczy) napisał Jerzy Hausner.

Partia nie myśli o samodzielnym starcia, z tego co twierdzi Protasiewicz liczą na blok partyjny. Wskazują przy tym na KOD i Wolność, Równość, Demokrację - jeśli oczywiście dotrwają do najbliższych wyborów (samorządowe za 2 lata). W warstwie marketingowej mają powoływać się na dziedzictwo UD i jej dawnych liderów - Tadeusza Mazowieckiego, Jacka Kuronia itp. Gdy obecnie dominuje nurt stawiający na emocję i negację dorobku III RP, to taka narracja może się w jakiś sposób przebić. Po gwałtownych zmianach politycznych czasem zyskują partie stawiające na spokój.

UED na pewno będzie w jakimś stopniu konkurencją dla PO czy .Nowoczesnej. Oczywiście do tamtych partii jej bardzo daleko pod względem zasobów, możliwości i rozpoznawalności. Ale mają jeszcze trochę czasu do wypromowania się.

 

 

 

Polak, który mógł zostać prezydentem USA

planktonpolityczny

Ten śnieżny, lutowy poranek 1972 r. był fatalnym terminem na konferencję prasową w plenerze. Jednak Edmund Muskie - faworyt prezydenckich prawyborów Partii Demokratycznej - był tak wściekły na lokalną gazetę "Union Leader", że spotkał się z dziennikarzami przed budynkiem redakcji. Gazeta podała wcześniej, że Muskie obraził francuskojęzycznych mieszkańców Nowej Anglii, natomiast jego żona nadużywa alkoholu. Wszystko to potem okazało się kłamstwem, prawdopodobnie spreparowanym przez Republikanów. 

Rozwścieczony Muskie w przemówienie zaatakował gazetę i jej dziennikarzy. Zgromadzonych reporterów bardziej niż słowa senatora interesowały jednak mokre ślady na twarzy polityka. Sztabowcy senatora twierdzili, że był to roztopiony śnieg, jednak media podały, że Muskie załamał się atakiem i rozpłakał. Wizerunek Demokraty jako poważnego i opanowanego polityka został przez jedną konferencję zniszczony. Jego kandydatura stanęła tego lutowego dnia pod znakiem zapytania.

Syn emigranta

Edmund Muskie był synem polskiego emigranta - Stefana Marczewskiego oraz Josephine'y Czarneckiej. Ojciec zmienił nazwisko na łatwiejsze do wymówienia dla Amerykanów. Jednak nie zapomniał o Polsce. Po latach wspominał Muskie - jego ojciec uczył go historii Polski, dzięki czemu rozumiał swoich rodaków żyjących w kraju. 

Edmund był spokojnym, pilnym i oczytanym dzieckiem. W latach 30. ukończył prawo i związał się z Partią Demokratyczną. W 1946 r. został członkiem stanowej legislatury w Maine (Nowa Anglia). Szybko dał się poznać jako energiczny i skuteczny polityk. Dzięki temu udało mu się wygrać wybory na gubernatorem stanu, uważanego wtedy za twierdzę Republikanów. To jakby na Podkarpaciu wygrała .Nowoczesna.

Wkrótce mały stan na północno-zachodnim krańcu USA okazał się dla niego za ciasny. W 1959 r. wszedł do krajowej polityki zdobywając miejsce w Senacie. Zasiadał tam przez kolejne 20 lat, a jego pozycja z każdym rokiem rosła. Był jednym z najbardziej postępowych polityków tamtych czasów. Jako jeden z pierwszych zwracał uwagę na problemy środowiska naturalnego. Był też wielkim krytykiem wojny w Wietnamie, wbrew prezydentowi ze swojej partii - Lyndonowi Johnsonowi.

W 1968 r. Johnson przygnieciony porażkami w Wietnamie i w kraju zdecydował się nie kandydować w prawyborach Demokratów. Potem doszło do tragedia, od kuli zamachowca zginął Robert Kennedy - jeden z faworytów prawyborów. Nominację otrzymał w końcu Hubert Humphrey, a na swojego zastępcę wybrał Muskiego. Pierwszy raz Amerykanin polskiego pochodzenia uzyskał nominację na wiceprezydenta.

Duet Humphrey-Muskie miał piekielnie trudne zadanie. Amerykanie byli zmęczeni 8-letnimi rządami Demokratów, wojną w Wietnamie i niepokojami społecznymi. Ponadto musieli walczyć z bardzo skutecznym i bezwzględnym kandydatem Republikanów - Richardem Nixonem oraz silnym na Południu USA - George'em Wallace'em. Przegrali zaledwie o 500 tys. głosów na 73 mln oddanych.

Ed Uthman/ CC BY-SA 3.0

Walka o prezydenturę

Niepowodzenie nie zahamowało kariery Muskiego. Był faworytem prawyborów 1972 r. Wygrał w kilku pierwszych stanach. Wtedy jednak natrafił na dwie ogromne przeszkody. Po pierwsze, rozpętano przeciw niemu brutalną kampania oszczerstw. Po drugie w obozie Demokratów pojawił się czarny koń, który niespodziewanie przejął inicjatywę - George McGovern. Mimo tego, Muskie nie rezygnował, ciągle prowadził w sondażach i był uważany za faworyta Demokratów.

Wtedy jednak popełnił fatalny błąd - zwołał pamiętną konferencję prasową podczas śnieżycy. Po tym, jak dziennikarze rozpisali się o jego załamaniu, kampania Muskie'ego straciła rozmach. Wysechł strumień pieniędzy od darczyńców, a jego wyniki w prawyborach były coraz słabsze. W końcu zmęczony brutalnymi starciami z przeciwnikami zrezygnował z kandydowania. My tymczasem straciliśmy szansę na bycie dumnym z polskiego kandydata na prezydenta USA.

W listopadzie McGovern sromotnie przegrał z Nixonem - zdobył tylko 1 stan, gdy jego przeciwnik 49. Czy Muskie miałby szansę wygrać wybory? To raczej wątpliwe, zważywszy że Nixon właśnie kończył wojnę w Wietnamie, a na swoim koncie miał dużą listę sukcesów. O Watergate jeszcze nikt wtedy nie wiedział. Jednak z pewnością uzyskałby lepszy wynik niż McGovern. Nie był outsiderem jak kandydat Demokratów, nie można było mu przypiąć łatki skrajnego lewicowca i mógł liczyć na głosy katolików.

Epilog

 

Nixon zrezygnował z prezydentury w 1974 r. po aferze Watergate. Potem ujawniono, że jego sztab potajemnie oczerniał przeciwników politycznych. W 1976 r. nowym prezydentem USA został Demokrata - Jimmy Carter. Wtedy to "polskie" wpływy w Białym Domu były największe w historii. Doradcą Cartera był Zbigniew Brzeziński, a w 1980 r. sekretarzem stanu, de facto trzecią najważniejszą osobą w państwie, został właśnie Muskie. Między oboma politykami często dochodziło do starć w na temat polskich sprawach. "Brzeziński zachowuje się tak, jakby był bardziej Polakiem niż ja" - miał skarżyć się Madeleine Albright Muskie.

Archiwum prezydenckie

Niestety, w tym samym roku Carter przegrał wybory z wybitnym prezydentem USA - Ronaldem Reaganem. Muskie odszedł z polityki. Zmarł w 1996 r. W Polsce niewiele się o nim mówi, mało kto go zna, co o tyle jest smutne, gdyż był chyba najwybitniejszym Amerykaninem polskiego pochodzenia.

Na szczęście pałeczkę wśród Polonii przejęła po nim Barbara Mikulski - senator z Maryland. Od 40 lat zasiada w Waszyngtonie - najpierw w Izbie Reprezentantów, a potem w Senacie. Bardzo angażuje się w polskie sprawy i jest jednym z naszych najlepszych lobbystów za oceanem. Miłośnicy serialu "The Wire" ("Prawo ulicy") mogą ją kojarzyć ze wzmianek w 2. sezonie.

Kilka lat temu okazało się, że Bill Clinton sugerował Alowi Gore'owi, by w 2000 roku wybrał Mikulski na swojego wiceprezydenta.Ten jednak zdecydował się startować z Joe Liebermanem. Być może, gdyby Mikulski kandydowała, Demokratom udałoby się wygrać w New Hampshire, gdzie Polacy stanowią prawie 5 proc. populacji, a tym samym wybory. To oczywiście tylko gdybanie.

Trzy sierotki

planktonpolityczny

Nieoczekiwanie dla wszystkich Partia Demokratyczna otrzyma nowe życie, a w nim posłów, nową nazwę i lepsze widoki na przyszłości. Kilkuset działaczy Demokratów.pl połączą się z 4 posłami Europejskich Demokratów i w połowie listopada utworzą nową formację: Unia Europejskich Demokratów. 

Jak donosi wrocławska Wyborcza, liderem ugrupowania ma być szefowa PD - Elżbieta Bińczycka. Do spadkobierców Unii Demokratycznej i UW przyłączą się byli działacze ZChN - posłowie Michał Kamiński (wcześniej PiS) i Stefan Niesołowski (wcześniej PO), a także Jacek Protasiewicz (Wcześniej PO i KLD) i Stanisław Huskowski (wcześniej PO i właśnie UD). Do trzech radnych Demokratów dołączy jeden radny wojewódzki ED.

Z kolei Polska Presse wspomina, że do współpracy (nie połączenia) może dołączyć Stronnictwo Demokratyczne. To rzeczywiście najbliższy ideologicznie partner dla Demokratów. Jako jedyny z tej trójki ma pieniądze, którymi może sfinansować ewentualną kampanię wyborczą i kilkuletnie działanie. ED natomiast daje posłów, Demokraci - etos i historię. Pytanie, czy znów będą chcieli wyrzucać pieniądze w trudny i obarczony dużym ryzykiem projekt. Gdzieś w oddali ponoć pojawił się jeszcze Nasz Dom Polska. Partia z Kamińskim i Kaliszem, będzie bardzo ciekawy ewenementem.

ED+PD+SD na pewno nie mają wystarczających sił, by razem coś zdziałać. Zapewne będą chcieli się podczepić pod KOD lub też stać się równorzędnym partnerem. Nowoczesna widząc zwyżki w sondażach raczej pójdzie swoją stroną. PSL od dawna już wyraźnie nie popiera KODu. Nie wiadomo, co z lewicą, ale oni pewnie koniec końców zajmą się sobą.

 

© PLANKTON POLITYCZNY
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci