Menu

PLANKTON POLITYCZNY

Dwie nowe partie narodowe

planktonpolityczny

Ruch NarodowyDoszły mnie dwie informacje, jedna oficjalna (już parę dni temu), a jedna nieoficjalna, od fana blogu. Zaczniemy od oficjałki. Narodowcy z Ruchu Narodowego skończyli ze schizofreniczną sytuacją, gdy startowali we wszystkich wyborach pod szyldem RN, ale odżegnywali się od wszelakich konotacji politycznych. Nie przeszkadzało im też, że część ich działaczy miała już przeszłość polityczną w LPR, a nawet PiS.

Ruch Narodowy jest obecnie w fazie rejestracji. Liderem został Robert Winnicki, który za swoich zastępców będzie miał trochę bardziej medialnych: Krzysztofa Bosaka (MW, LPR), Mariana Kowalskiego (ONR), Artura Zawiszę (PiS, PRz, Libertas) oraz mniej medialnych: Maciej Migus i Bartosz Józwiak (lider UPR).

RN ma być narodową partią buntu, zmiany, alternatywy i gniewu. Ma to być polski odpowiednik Jobbiku, czy też współczesną wersją przedwojennego Stronnictwa Narodowego, ale na razie nie ma jej "poważnego" odpowiednika w rodzaju współczesnej wersji Grabskich, czy Seydów.

Wyniki wyborów RN na razie oscylują w granicach 2 proc. Na pewno dużą przeszkodą jest dynamiczna działalność KNP, która odbiera partii większość elektoratu. Wydaje mi się, że tylko w sojuszu z korwinowcami albo o. Rydzkiem, którego PiS marginalizuje, RN może wejść do I ligi politycznej.

Teraz wracamy do plotek. Ponoć Mateusz Piskorski rozkręca socjal-narodową i prorosyjską partię w Polsce. Ponoć też jeździ po świecie i szuka na to pieniędzy. Przykłady z innych krajów: Mołdawii, Gruzji, Ukrainy, pokazuje, że może się to opłacać. Na nieszczęście dla niego, mało jest w Polsce ludzi, którzy popierają putinowską Rosję. Partia ma się ponoć nazywać Zmiana. Sam Piskorski, co nieco pisał o projekcie tutaj.

SPIS PARTII

FACEBOOKOWY PROFIL BLOGA



Piękna minister spraw zagranicznych spolszczyła sobie nazwisko

planktonpolityczny

Nina SztańskiNasz komentator Mariusz sprostował niektóre moje twierdzenia nt. Naddniestrza. Przekazał również ciekawostkę dot. rząd samozwańczego Naddniestrza. Wicepremierem, ministrem spraw zagranicznych i członkiem kilku ważnych gremiów jest Nina Sztanski, która ma ponoć polskie pochodzenie. Jak twierdzi komentator jakiś czas temu spolszczyła nazwisko (te informację potwierdziłem), bo ponoć jej dziadek był Polakiem (tego nie potwierdziłem). Koniec, końców decyzja ws. nazwisko musiała mieć związek z przeszłością jej rodziny, więc tezy Mariusza są bardzo prawdopodobne.Nina Sztański

Stańska jest jedną z najważniejszych osobistości Naddniestrza. Słynie z urody modelki (czy była modelką, nie wiem) i dobrego rozeznania w social media. Zarzucają jej również szastanie pieniędzmi, chociaż dowody na to są dosyć słabe. Głośno o niej zrobiło się w marcu, gdy poprosiła Putina o aneksję Krymu, wtedy trochę o niej pisano w Polsce i zagranicą.

Sztański, rocznik 77, ministrem jest od 2012 roku. Komentatorzy stwierdzili, że jej głównym zadaniem było ocieplenie wizerunku nieuznawanego przez wszystkie poważne państwa Naddniestrza. Co ciekawe spotkała się już z przedstawicielem Polski (ponoć jesteśmy ich 4. partnerem zagranicznym). Jego interesował szczególnie los Polaków.

Warto jeszcze napisać i innych Polkach i Polakach, którzy robili polityczne kariery w obcych krajach. Formalnie Jan Paweł II był władcą Watykanu. W latach 40. prezydentem Kostaryki był Teodor Picado Michalski.

Z bardziej egzotycznych przykładów: Nicefor Czernichowski był władcą wykrojonego przez siebie kawałka Syberii w XVII wieku, a Maurycy Beniowski podporządkował sobie Madagaskar.

Polacy byli ministrami spraw zagranicznych Francji, Rosji. W USA za czasów Jimmy'ego Cartera kilku Polaków zajmowało ważne stanowiska ze Zbigniewem Brzezińskim na czele.

Obecnie zaś Polacy mają swoich posłów na: Litwie (AWPL), w USA - Barbara Mikulski, w Rumunii - Ghervazen Longher, w Szwecji - Marta Obmińska i Eliza Roszkowska Oeberg, w Kanadzie Ted Opitz i Władysław Lizon. Jeśli znacie więcej takich przypadków, piszcie.

SPIS PARTII

FACEBOOKOWY PROFIL BLOGA



Chwalą się znajomością z Putinem i właśnie wygrali wybory parlamentarne

planktonpolityczny

Ten wpis miał powstać, co najmniej w połowie mijającego tygodnia, ale niestety nie znalazłem czasu na niego. Teraz, w czasie tego pięknego słonecznego weekendu, mam chwilę, by opisać chyba najważniejsze wybory w Mołdawii od czasu odzyskania niepodległości. 

Mołdawia przez ponad 2 stulecia była związana z Polską. Przez sto lat było to nasze państwo klienckie, czasem też lenno. Obecnie mieszka tam mała, ale aktywna polska mniejszość narodowa. Mołdawia była też jedną z republik radzieckich zajętych przez bolszewików rok po aneksji Kresów. W 1991 r. uzyskała niepodległość, ale do 2009 r. praktycznie kontrolę nad krajem sprawowali postkomuniści. 

W 2009 r. koalicja liberałów, demokratów i centrystów powoli zaczęła przejmować władzę i obrała bardziej prozachodni kurs. Po kryzysie ukraińskim państwo te zaczęło się obawiać podobnych zdarzeń na swoim terenie. Podobnie jak na Ukrainie, na wschodzie istnieje (zajęty 20 lat temu przez Rosję) prorosyjski teren zwany Naddniestrzem. Na południu zaś mieszkają przychylni Kremlowi Gaugazi. W dodatku istnieją w państwie tym silne partie, które przyszłość swą widzą w rozwoju relacji z Rosją, a nie UE. 

W takich nieciekawych warunkach odbyły się wybory. Wygrała je prokremlowska Partia Socjalistów Mołdawii zdobywając 20,5 proc. głosów i 25 mandatów. To tamtejszy plankton, na którego poparcie przerzuciła Rosja. Powstała w 1997 r., ale nigdy nie odniosła sukcesów, do czasu, gdy dołączyli do niej 4 posłowie komunistów. Potem mocno popierała Rosję i dzięki jej pieniądzom oraz poparciu wygrała wybory.  

Reszta z 5 partii, która weszła do parlamentu to: Liberalno Demokratyczna Partia Mołdawii (główne ugrupowanie sojuszu proUE - liberalno-konserwatywne) 20 proc. i 23 mandaty, Partia Komunistów Mołdawii - klasyczni postkomuniści, na których stawiała kiedyś Moskwa, ale obecnie mniej od nich zależni - 17 proc i 21 mandatów (stracili na rzecz socjalistów), Demokratyczna Partia Mołdawii (oligarchiczna, proeuropejska partia) - 15,8 proc. i 19 mandatów oraz  klasyczni Liberałowie - 9,7 proc., 13 mandatów.

Tak więc proeuropejczycy zdobyli razem ok. 45,5 proc. poparcia i 55 mandatów, a prorosyjscy 38 proc. głosów i 46 mandatów.

Na tym jednak nie koniec. Mołdawia ma wysoki próg wyborczy - 6 proc. 3. pierwsze partie pod progiem to klasyczni proRUS, które zdobyły łącznie 10 proc. poparcia. Są to: rozłamowcy komunistyczny z Partii Komunistyczno Reformistycznej, Mołdawski Wybór - Blok Wyborczy Unii Celnej oraz Ludowy Front Anty-Mafijny. Ugrupowania te powstały przed wyborami. Ta ostatnia atakowała wiece LDPM.

Powyżej 1 proc. poparcia otrzymała Liberałowie Reformistyczni, rozłamowcy od Liberałów (gdy ci odeszli z koalicji rządzącej). Ludowcy i chadecy zdobyli po 0,75 proc. głosów. Wszystkie te partie są proEU. Podobne poparcie uzyskała Siła Partii Ludowej - prorosyjska. Tak więc ProRUS zdobyli razem 48,75 proc. głosów, a ProUE - ok. 48,5 proc. Z pozostałej drobnicy ok 0,9 proc. głosów poparcia zyskały malutkie partie proeuropejskie (ekolodzy, centryści, narodowcy), a ok. 0,4 proc. lewicowcy, co daje 49,4 dla ProUE i 49,15 dla ProRUS. Resztę zgarnęli niezależni. Widać więc, jak zażarty był to pojedynek.

Czekamy teraz na rozwój sytuacji i czy w Mołdawii będzie wariant Bałtycki, czy Czarnomorski.

SPIS PARTII

FACEBOOKOWY PROFIL BLOGA



Pierwsze przymiarki do wyborów prezydenckich

planktonpolityczny

Ryszard KaliszDziś poszła sensacyjna informacja. Kandydatem SLD na prezydenta może zostać lider Domu Wszystkich Polski, poseł Ryszard Kalisz. Propozycję taka rzucił Leszek Miller, SLD musi się na to jeszcze zgodzić. Jednak po rezygnacji Olejniczaka i Piekarskiej, wydaje się całkiem prawdopodobna. Ciekawszą kandydaturą wydaje się Krystyna Łybacka, choć ona oprócz Wielkopolski może być mało rozpoznawalna.

Kalisz twierdzi, że może kandydować, tylko wtedy, gdy cała lewica się wokół niego zjednoczy. O ile radykalna lewica: Zieloni, feministki, RSS mogą to zrobić lub pozostać neutralnymi, bo sami nie zbiorą 100 tys. podpisów, to Janusz Palikot z Twojego Ruchu może być istotną przeszkodą. Lider TR wie, że jego start to ostatnia szansa na przetrwanie jego partii. Swoje poparcie może przerzucić tylko wtedy, gdy SLD zapewni mu biorące miejsca na listach, a na to się nie zanosi. Choć Kalisz może liczyć, że Palikot również nie zbierze podpisów.

Zjednoczenie lewicy wokół Kalisza może spowodować, że zdobędzie on kilkanaście procent poparcia i może przyciągnąć część centrowych wyborców. Wiele jednak zależy od jego kampanii i kondycji innych kandydatów. Już teraz komentatorzy mówią, że start Kalisza to kiepski pomysł (drugi Kuroń), a dużo lepszym byłaby Barbara Nowacka. Mimo, że nadal jest świeżynką polityczną.

W wyborach zapewne wystartuje Janusz Korwin-Mikke (może popierany przez Ruch Narodowy) oraz Andrzej Duda z PiS (popierany przez SP, PR, PRz, Stronnictwo "Piast" i zapewne parę jeszcze innych) oraz najważniejszy - Bronisław Komorowski (PO i zapewne LPR, PSL, SD i PD). 

Wydaje się, że nie pojawi się więcej poważnych kandydatur i w tej konfiguracji Komorowski wygrywa zdobywając ponad 50 proc. głosów, po nim Duda - 27 proc., Kalisz - 12 proc., JKM - 7 proc., Palikot - 1-2 proc. Wszystko może się zmienić, gdy pojawi się jakiś centrowy, dobry kandydat. Może odebrać głosy Komorowskiego i doprowadzić do II tury. Wtedy byłby by języczkiem u wagi.

W 2010 r. się nie udało, Olechowski zdobył 1,5 proc. głosów, w tych wyborach na razie nie widać nikogo na horyzoncie. PiS musi się o takowego zacząć modlić.

SPIS PARTII

FACEBOOKOWY PROFIL BLOGA

 

© PLANKTON POLITYCZNY
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci