Menu

PLANKTON POLITYCZNY

Zimowe rozłamy

planktonpolityczny

W mediach ostatnio pojawiło się kilka informacji nt. prawdziwych i rzekomych rozłamów. Do tych pierwszych należy m.in. lokalny rozpad struktur SLD, które opuścili działacze i radni z Poznania i Warszawy. Wszystko odbyło się na tle, mojej zdaniem niefortunnej, zmianie lidera partii. Zapewne podobnych rozłamików będzie więcej, może część osób odejdzie z polityki. Nie wierzę jednak, by razem coś zbudowali. Raczej powstaną lokalne organizacje, jak to miało miejsce swego czasu po upadku UW i rozłamie w PD w 2006 r.

12615138_963584257051137_314318991244306877_oTrochę inaczej sprawa miała się z rozłamowcami z .Nowoczesnej. Tam poszło o tworzenie lokalnych struktur "ręczne sterowanie ze stolicy". Przegrani w walce o lokalną i regionalną władzę podnieśli swoje sztandary i chcą wyjść z organizacji w kilku województwach. W sumie ma ich być nawet 200 osób, a to całkiem sporo, jak na taką nowopowstałą partię. Tyle mniej więcej wyprowadził Bartosz Arłukowicz z SdPl w 2008 r.

Rozłamowcy tworzą Partię Centro-Demokratyczną. Na razie mało jest konkretów nt. tego ugrupowania. Ich program nie różni się zbytnio od .Nowoczesnej, choć jest trochę bardziej lewicowe i woluntarystyczne. Cieszy energia i entuzjazm założycieli, ale na tym się daleko nie zajedzie.

Na końcu zostawiam kwestię Kukiz'15. Jak donosiła "Polityka", na wiosną szykuje się rozłam. Coś, o czym na jesieni wspominaliśmy tutaj. Partie ma opuścić najbardziej zwarte skrzydło: narodowo-korwinistyczne. Nie zostało dopieszczone przez Kukiza przy rozdawaniu stanowisk. Prócz tego mają być rzekomo przeciw zbytniemu zbliżeniu z PiS (Jobbik ostro atakuje Fidesz), choć ostatnio Kukiz atakuje tę partię. Narodowców ma kusić KORWiN, który ma popularnego lidera i kasę z dotacji. Z kolei tamci mają swoje struktury, ponoć ostro przetrzebione i reprezentację w Sejmie. Ja sądzę jednak, że jeśli miałoby coś się wydarzyć, to raczej wariant niezależny. Sądzę też, że sejmowi narodowcy są raczej racjonalni i wiedzą, że jeszcze nikomu sojusz z JKM, nie przyniósł korzyści. Wszystko przez próg wyborczy.

Wybory uzupełniające na Podlasiu

planktonpolityczny

Dla wielu okręg senacki nr 59 jest najciekawszym okręgiem wyborczym w Polsce. Jest dosyć duży i łączy wiele skrajnie politycznych obszarów: liberalne i lewicowe Suwałki z mniejszością litewską oraz głęboko prawicowe północne Mazowsze. Warto więc obserwować, co będzie się tam działo 6 marca.

Jak dotąd 2 razy wygrywało tam PiS. Jednak w 2011 r. kandydaci PO i PSL mieli łącznie ponad 50 proc. głosów. 4 lata później tyle głosów zgarnęło PiS. W tym roku zapewne powtórzy sukces, bo wystawia bardzo mocną kandydatkę, 3. wynik w Polsce w 2015 r., ale bez mandatu - Annę Marię Anders. Jeżeli to się nie uda, będzie to ogromny, prestiżowy cios dla PiS. Niestety dla tej partii w tej rozgrywce mogą dużo stracić, a zyskać niewiele.

Dobór konkurentów nie sprzyja PiS. Parlamentarna opozycja się zjednoczyła i poparła Mieczysława Bagińskiego z PSL, radny wojewódzki, który kandydował w 2 poprzednich wyborach. Lewica nie wystawia kandydata, za to prawica, tak. Mieczysław Barszczewski będzie reprezentował KORWiN-a, a Andrzej Chmielewski, były radny i szef partii Samoobrona. Mogą podebrać kilka procent głosów pani Anders.

Bardzo źle, że mniejsze partie jednak nie wystawiły swoich kandydatów. Razem, Kukiz'15 czy SLD straciły okazję na zaistnienie.

W wyborach kandyduje również Sławomir Gromadzki oraz Jerzy Ząbkiewicz nie związany z żadną partią, ale obecny w lokalnej polityce od lat.

 

 

Lewicowy Uroboros

planktonpolityczny

Pomysł na to, by wszyscy członkowie SLD wybierali swojego przewodniczącego był bardzo dobry. W ten sposób można się policzyć, rozruszać struktury i przetestować organizację. Start aż 10 kandydatów też napawał optymizmem, bo to wskazuje, że Sojusz nie jest masą upadłościową, ale dobrem, o które warto walczyć.

SLD miał wyjątkowego pecha w wyborach, ale również nie potrafił skutecznie zawalczyć o lewicę. Był niewidoczny w kampanii, nie miał jasnych i śmiałych pomysłów, zlał się z tłem szarej rzeczywistości i tak jest do dziś. Po wyborach nie jest lepiej. SLD jest małym nieobecnym ostatnich walk politycznych. Zajmuje się sobą, jak PO, ale nie ma przy tym obecności w Sejmie, czy mediach. W dodatku od jakiegoś czasu traci terenowych działaczy.

Wybory mogły stać się punktem zwrotnym, dnem kryzysu, po którym będzie lepiej. Tak się raczej nie stało. Z tego, co na teraz wiemy, o przywództwo powalczą: Włodzimierz Czarzasty i Jerzy Wenderlich. Pierwszy miał zdobyć 5 tys. głosów, drugi 3 tys., trochę więcej niż Krzysztof Gawkowski. W sumie zdobyli ponad 11 tys. z ok. 13 tys. oddanych głosów. To wszystko jeszcze jednak szacunki.

Wyniki pokazują, że w SLD jakiejś wielkiej zmiany nie będzie. Wszystko podąży starymi torami i prawdopodobnie kolejne wybory będą walką o przekroczenie 5-procentowego progu wyborczego. Zwłaszcza, że już mówi się, że działacze Sojuszu młodego pokolenia będą chcieli zbudować coś nowego, skoro nie będą mogli przejąć macierzystej partii. Nie wierzę, że starzy działacze, rządzący partią od ćwierćwieku będą w stanie otworzyć się na nowe horyzonty i odnowić partię.

Planktonowe podsumowanie roku 2015

planktonpolityczny

Największy planktonowy sukces: prawie 21 proc. poparcia w wyborach prezydenckich uzyskanych przez Pawła Kukiza. Nigdy żaden planktonowy kandydat nie zdobył tak duże poparcia w wyborach. 6 proc. Jana Olszewskiego w 1995 r. było już uznawane za sukces. Najważniejsze jednak, że to poparcie nie zostało zmarnowane, ale narodził się z tego ruch, który namieszał trochę w polityce. Trzeba też zaznaczyć, że bez tego wyniku Andrzej Duda nie wygrałby wyborów, a tym samym PO nie poniosłaby takiej klęski w październiku.

Największa planktonowa porażka: Podział planktonowej lewicy. W tych wyborach obok Zjednoczonej Lewicy, w dużej mierze planktonowej, startowała również partia Razem, Samoobrona, Ruch Społeczny itp. itd. W konsekwencji z lewicowego planktonu mamy w Sejmie tylko 2 senatorów wybranych z poparciem PO: Marka Borowskiego i Grzegorza Napieralskiego.

Największy planktonowy wygrany: Jednak, jednak, jednak sądzę, że to Ryszard Petru. Stworzył ugrupowanie od początku, a nie opierając się, jak Kukiz na wielu różnych strukturach. Nie miał takiego kopa po wyborach prezydenckich, jak były piosenkarz, ale i tak udało mu się przekroczyć próg forsując niepasujący do klimatu program. W dodatku teraz jest na topie, w sondażach ma 2. wynik i prawdopodobnie przeskoczy w liczbie posłów Kukiza'15 jeszcze w tym roku.

Największy planktonowy przegrany: Janusz Korwin-Mikke. Wydawało się, że to będzie jego rok. Po sukcesie w eurowyborach sky was the limit. Jednak nie przewidział pojawienia się Pawła Kukiza, który ukradł mu potencjalny elektorat. W dodatku JKM popełnił błąd nie sprzymierzając się z Kukizem. Być może doszłoby do wasalizacji, ale JKM byłby w Sejmie, podobnie, jak kilku jego posłów i teraz mógłby mieć już koło. W rezultacie w wyborach prezydenckich, mimo całkiem dobrego wyniku, nie odniósł sukcesu, a w wyborach do parlamentu zabrakło mu ćwierć pkt. proc. poparcia, by przekroczyć próg. Ćwierć punktu na ćwierćwiecze niewchodzenia do Sejmu. 

Najwięksi planktonowi farciarze: Ruch Narodowy, UPR i KNP. Pod szyldem Kukiza udało im się wprowadzić posłów do Sejmu, co w innym przypadku byłoby niemożliwe. Z drugie strony Największymi planktonowymi pechowcami zostali: Zieloni, Unia Pracy, Partia Demokratyczna, Polska Partia Pracy - wszyscy, którzy zatonęli razem ze Zjednoczoną Lewicą.

Największy planktonowy transfer: uskrzydlanie PO: z jednej strony były lider SLD Grzegorz Napieralski z Biało-Czerwonych, z drugiej były lider LPR Roman Giertych, a z trzeciej byli politycy PiS (PJN, Solidarnej Polski): Ludwik Dorn i Michał Kamiński.

Największe planktonowe kuriozum: WiR, kilkoro lewicowych profesorów przejęło Unię Lewicy, partię, która ma mniej członków niż ci profesorowie. Po czym zawarła sojusz z SdPl, w którym jest mniej członków niż tych profesorów. W sumie jest ich mniej niż w drużynie piłkarskiej.

Największy planktonowy szczur okrętowy: Grzegorz Napieralski. Opuścił swoją partię, by samodzielnie kandydować z list PO. 

Największy planktonowy comeback: Kornel Morawiecki. Wielokrotnie kandydował bez sukcesu, mimo wsparcia przez tego blogu w 2010 r. Teraz się udało i to w jakim stylu. Morawiecki, dzięki funkcji Marszałka Seniora przebił się do pierwszej politycznej ligi. Jest teraz powszechnie znany i szanowany. 

Największy planktonowy comeback (partia): Chrześcijańska Demokracja III RP. Partia powstała w 1997 r. W 1998 r. zdobyła garść mandatów radnych startując z listami AWS. Potem działalność partii zamarła na 15 lat i znów się ostatnio zaaktywizowali.

Największy planktonowy outsider: Grzegorz Braun. Mógł startować z wielu prawicowych list i zapewne dostałby się do Sejmu, on jednak wolał stworzyć własną listę, pomimo ogromnej konkurencji. Nie udało się i teraz już nikt o nie pamięta oprócz słynnego sloganu: Kościół, szkoła, strzelnica. 

Najbardziej wierni: Prawica Rzeczypospolitej. Pomimo wielokrotnego złamania umowy przez PiS, partia ta nadal pozostała w sojuszu z ugrupowaniem Jarosława Kaczyńskiego. Jednocześnie cały czas pozostają wierni swoim ideałom, co wiąże się również z krytyką PiS niespotykaną w innych sojuszniczych partiach: Polski Razem i Solidarnej Polski.

Największa planktonowa niespodzianka: Razem. Partia ta powstała po cichu, oddolnie. Założyli ją działacze planktonowej lewicy i lokalni działacze. Siłą uporu i wielkimi nakładami pracy udało im się zarejestrować listy do Sejmu. Nikt nie dawał im szans. Nie mieli przebicia w terenie, a ich program był zdecydowanie za bardzo lewicowy na polskie warunki. Wtedy jednak przyszła debata i świetny występ Zandberga, co sprawiło, że Razem stało się ostatnim czarnym koniem tych wyborów. Wynik 3,62 proc. to ogromny sukces. Zyskali dotacje i rozpoznawalność, a zdaniem niektórych utopili resztę lewicy. Niestety, od czasów wyborów panuje u nich stagnacja, a nie rozwój.

Najgorsza planktonowa postać: Zbigniew Stonoga. Za całokształt działalności i niszczenie kultury politycznej w Polsce.

Najbardziej planktonowy poseł: Jarosław Gromadzki. Odszedł z SLD do Stonogi i był jego jedynym posłem. Co ciekawe dłużej reprezentował tę partię, niż ona istniała.

Najciekawszy rozpad planktonowy: to było tak. W KNP powstały dwie frakcje. Jedna chciała iść do wyborów samodzielnie, a JKM chciał zebrać grupę partii. Na tym tle oraz po pozbawieniu przywództwa JKM-a doszło do podziału. Koniec, końcem KORWiN wystartował samodzielnie, nie przekroczył progu. KNP wystartowała po części samodzielnie (klęska), po części z Kukzem'15 - mandat zdobył Jacek Wilk.

Planktonowe podsumowania:

2014 roku,

2013 roku,

2012 roku,

2011 roku,

2010 roku,

2009 roku

 

Planktonowe ostatki

planktonpolityczny

Powoli zbliża się koniec roku, czas podsumowań. Zanim spreparuję tradycyjne "planktonowe podsumowanie roku", warto napisać, co się w działo w ostatnich tygodniach. Jak pewnie się domyślacie chodzi o transfery oraz likwidację Solidarnej Polski i Polski Razem.

Poseł Kukiza'15 - Paweł Kobyliński (ze skrzydła samorządowego) przeszedł do .Nowoczesnej. Tym samym to jedyny klub, który w tej kadencji zyskał posła. Oczywiście jak zwykle w tym czasie pojawił się rwetes, żeby oddał mandat. Jednak pamiętajmy, że poseł reprezentuje wyborców, a nie partie, czy kluby. Instrukcje skończyły się w XVIII wieku.

Tutaj pojawiają się dwa pytania. 1. Czy będą kolejne odejścia z tego klubu? Zapewne tak. Kukiz ma to nieszczęście bycia w połowie drogi między opozycją i koalicją. Stąd pewne grupy chcą iść w jedną stronę, inne w drugą, to rodzi podziały. Po obu stronach są również konfitury (posady, splendor/możliwość wybicia się na krytykowaniu rządu), których brakuje u Kukiza. W końcu wreszcie niedługo będą ważniejsze głosowania niż TK, które mogą podzielić klub. Nie zdziwię się, gdyby .N przegoniła K'15 w liczbie posłów do końca przyszłego roku. 

2. Czy do .N przejdą inni posłowie? Zapewne tak. Wątpię, by przyjęli uciekinierów z PO, bo po co, ale od Kukiza'15, czemu nie? Byli platformersi w obliczu sondaży na pewno będą chcieli przerzucić się na tratwę .N, ale dla tamtych może to być tylko ciężar.

Na wiosnę ma odbyć się Kongres PiS i związana z tym ofensywa wiosenna. Ponoć trwają rozmowy o aneksji partii ziobrystów i gowinowców. Już to przerabialiśmy z tuzinem już zapomnianych planktonowych partii. SP na pewno nie ma już racji bytu. Stała się po prostu kopią PiS, a po co ją wybierać, skoro ma się oryginał. I nawet gdyby ZZ nie chciał oddawać swojej partii, to i tak rozpłynęłaby się w PiS-ie, jak niegdyś SK-L w PO. Większy może więcej.

Z Polską Razem nie jest to takie pewne. Na pewno bardziej różni się od PiS i nie ma tylu związków z tą partią. Jednak i jej samodzielny byt jest bardzo niepewny, a trwanie w koalicji zbliża obie partie. Trzeba jeszcze zaznaczyć, że zgoda lub jej brak na zjednoczenie na pewno będzie wiązała się z jakimiś rozłamami. Tutaj więc nie jestem pewien decyzji chociaż z trzeciej strony Polska Razem ma najmniejsze koszty wyjścia z koalicji oraz przyciągania z opozycji nowych posłów. Gowin przecież nie wychyla się w czasie walki o/z TK.

Jeżeli dojdzie do zjednoczeń na Kongresie PiS to zapewne dołączy do nich Stronnictwo Piast.

 

 

 

 

 

 

 

© PLANKTON POLITYCZNY
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci