|
Blog > Komentarze do wpisu
Szmajdziński wykończy SdPl i PDW sobotę SLD, który, według niektórych, stanie się w przyszłości planktonem, wybrał swojego kandydata na prezydenta - Jerzego Szmajdzińskiego. Ten wybór ma kolosalne znaczenie dla centrolewicowego planktonu, nawet większe niż start Andrzeja Olechowskiego. Powodem jest poparcie, jakie Szmajdzińskiemu udzielił Kwaśniewski. Największy orędownik LiD2 postawił na plan minimalistyczny, czyli kandydat z SLD, z opcją dołącznia się reszty. Nie będzie żadnego nowego centrolewicowego tworu. Co teraz ma począć SdPl?
Plakat przedwyborczy Tomasza Nałęcza. Nie zorientował się, że Obama nie jest już trendy Tomasz Nałęcz zachowuje się, jakby chciał jak najszybciej zrezygnować ze startu na rzecz innego kandydata, oczywiście dostając coś w zamian. Wysłał już list w tej sprawie do SLD. Liczył może, ze gdy zrezygnuje, to dostanie jakąś ważną funkcję w sztabie Szmajdzińskiego, co będzie krokiem do zbliżenia obu partii, a potem koalicji na warunkach partnerskich. Pozwoliłoby to SdPl przetrwać. Jednak SLD na to nie pójdzie. Najprawdopodobniej będzie ignorować apele Nałęcza, aż sam bezwarunkowo skapituluje i udzieli Szmajdzińskiemu poparcia za nic. Może się też zdarzyć, że Napieralski będzie miał dobry humor i pozwoli SdPl zbliżyć się do SLD. Jednak wtedy SdPl w najlepszym wypadku skończy jak Unia Pracy - będzie lennikiem SLD, a w najgorszym może nawet rozpaść się, a jej działacze zasilą SLD i właśnie UP. Już zresztą się tak dzieje. SdPl może też zwrócić się w prawą stronę. Współpracować z PD i być może nawet połączyć się z tą partią. To pewnie wywołało by kolejny odpływ ludzi do SLD i SD z tych ugrupowań. Zapewne też po klęskach w super roku wyborczym IX2010-IX2011, bo sukcesu im w żadnych wyborach nie wróżę, wspólna-nowa partia zapewne by przestała istnieć. Zwłaszcza, że do następnych wyborów trzeba by czekać 3 lata. Jest jeszcze jedna możliwość: połączenie w jedną koalicję wyborczą SD-PD-SdPl. Razem mieliby struktury, pieniądze i trochę znanych nazwisk. To chyba najlepsze rozwiązanie po upadku idei lewicowego frontu. Jeszcze dwie sprawy: Unii Pracy i Polskiej LewicyUnia Pracy mile mnie zaskoczyła ogłaszając, że jej kandydatem w wyborach prezydenckich będzie - największy skarb tej partii - Adam Gierek. Nie wierzę, że stać go na jakiś duży sukces, ale na pewno zdobyłby więcej głosów niż Unia Pracy w wyborach parlamentarnych. Jest to taki zabieg propagandowy, żeby przypomnieć się wyborcom. Poza tym partia, która nie wystawia kandydata na prezydenta, nie istnieje. Najprawdopodobniej Gierek nie wystartuje i udzieli poparcia Szmajdzińskiemu. UP dzięki temu zapunktuje w Sojuszu, a Gierek nie narazi się na upokarzającą klęskę. Nie dojdzie też do bratobójczej wojny na Śląsku. Gorzej wiedzie się Polskiej Lewicy. Leszek Miller oświadczył, że może nawet dziś wrócić do SLD, zostawiając na lodzie sieroty, które z nim opuściły Sojusz. Bardzo brzydkie zachowanie. Kapitan nie powinien uciekać pierwszy z tonącego okrętu. Zwłaszcza że nie wszystkim podoba się powrót do macierzy.
wtorek, 22 grudnia 2009, planktonpolityczny
Tagi:
partia demokratyczna
stronnictwo demokratyczne
sdpl
unia pracy
polska lewica
wybory prezydenckie
TrackBack
|
Tweet
|